Streszczenie rozdziału 8

 

Streszczenie Syzyfowe Prace - rozdział 8

Gospodarzem, klasy do której uczęszczał Marcin Borowicz był Rudolf Leim. Uczył on łaciny w najniższych klasach. Był on spolszczonym Niemcem. Jego rodzina przybyła do Polski wiele lat wcześniej. Po reformie szkolnictwa, ze względu na brak znajomości języka rosyjskiego pozostał dalej nauczycielem, ale zdegradowano go do prowadzenia klasy pierwszej. Był człowiekiem bardzo skrupulatnym, nigdy nie spóźniał się do pracy, ani nie opuszczał żadnych godzin.

W chwili gdy wprowadzono nakaz mówienia w gimnazjum po rosyjsku, Leim bardzo tego przestrzegał, karząc wyłamujących się tej zasady uczniów. Jednocześnie sam ożenił się z Polką. Jego dwie córki działały zaś w organizacjach patriotycznych, w obronie polskości. Czego ojciec raczej im nie zakazywał.

W czasie świąt Leim zakładał galowy mundur i wieszał na nim ordery, wzbudzając wesołość w miasteczku, a także wśród uczniów szkoły. Tam szczególnie naśmiewano się z jego kapelusza, jednak był wierny swojemu ubiorowi, mimo iż niejednokrotnie młodsi koledzy namawiali go na inne nakrycie głowy. Mawiał wtedy, że bliżej mu do śmierci, więc nie ma sensu kupować nowego kapelusza, bo jest on stary jak sam jego właściciel. Na lekcjach Leima było zawsze cicho i panował ład, bowiem ten służbista nie cierpiał żadnego hałasu.

Na przerwach uczniowie młodszej klasy ze względu na nieznajomość języka urzędowego rozmawiali po polsku. Pewnego dnia nauczyciel wszedł do klasy i zobaczył nazwisko Marcina wypisane na tablicy z uwagą, że mówi po polsku. Poprosił o wyjaśnienie sytuacji po czym nakazał chłopcu 2 godziny kozy za karę.

Następnie nauczyciel przejrzał dziennik i wywołał Marcinka do odpowiedzi. Leim przerwał jednak jego wypowiedź, mówiąc że zostaje w kozie, po czym spytał czemu bije się z Mankowiczem? Marcin spuścił głowę ze łzami W oczach. Leim mówił też, że nie powinien mieć żadnych układów z chłopcem, z którym się bił. Marcin zauważył coś dziwnego W wypowiedzi nauczyciela. Nie umiał jednak rozgryźć co ten chciał mu tak naprawdę przekazać. Wyczuwał jednak w słowach nauczyciela drwinę ze swojej osoby.

Kolejnym nauczycielem wykładającym w klasie Marcina był Iłarion Stiepanycz Ozierskij. Nauczał on szalejących malców języka rosyjskiego. Nie potrafił jednak zapanować nad rozszalałą gawiedzią, która niejednokrotnie płatała mu przykre figle. W przeciwieństwie do lekcji profesora Leima, u niego w klasie panował wrzask i rozgardiasz. Najgorzej traktowały go klasy trzecie i na lekcje do nich chodził zawsze z lękiem.

Nikt nie słuchał jego poleceń. Zawsze bez względu na to kto był wywoływany do odpowiedzi i jakie pytania padały, wychodziła ta sama osoba, przeważnie mówiąc ciągle to samo. W klasie wybuchały bójki, a nauczyciel był ganiony przez inspektora, że sobie nie radzi.

Ozierskii był bardzo roztargniony. Posiadał szerokie wykształcenie, zarówno ogólne jak i lingwistyczne, ale zdarzało mu się np. nie trafić do własnego domu, bo po drodze się zgubił. Często zaś sami uczniowie byli proszeni o wskazanie mu miejsca, w którym był jego dom.

Pierwsze klasy miały też nieobowiązkowe lekcje języka polskiego prowadzone przez pana Sztettera. Ten tak bał się o posadę, że prawie wcale nie przybliżał uczniom ich ojczystego języka. Miał on na wychowaniu kilkoro dzieci i nie chciał stracić źródła utrzymania.

Polski odbywał się 4 razy w tygodniu o 8 rano. Nauczyciel zaś w czasie lekcji nie mówił wcale po polsku. Uczniowie traktowali te lekcje jak karę, nudzili się tam bowiem straszliwie. Nikogo zaś nie obchodziły oceny z tego przedmiotu. Sztteter sam też czuł sie intruzem jako profesor niechcianego języka. Wiosną często wielu uczniów uciekało na wagary, co było mu obojętne. Bał się on bardzo dyrektora, by nie podpaść. Kiedyś zaś pisywał artykuły i tłumaczył wiersze Shelleya. Obecnie już nie pracował w gimnazjum.

Pan Nogacki wykładał w tej klasie arytmetykę. Uczniowie czuli wobec niego respekt i poważanie. Był sumienny i sprawiedliwy. Nie chciał rusyfikować uczniów, jednak po wielu latach pracy i tak tłumaczył wszystko po rosyjsku. Wymagał szybkiego myślenia i kojarzenia. Uczniowie zaś jak gdyby z marszu, zapytani nawet po polsku o wynik jakiegoś działania odpowiadali po rosyjsku. Miał własny system pracy, niezwykle zresztą skuteczny, który konsekwentnie wprowadzał w życie. Po co jednak to robił, chyba do końca nie wiedział.


Szukaj innych prac na sciagawa.com.pl (wyszukiwanie wewnątrz strony):
Twoja wyszukiwarka
Strona główna